Sztorm górą

Mateusz Trybulec 
Wysoko Nad Obręczą
Czwarta-Kwarta 
 

BOX SCORE

11 lutego w hali Riviery oglądaliśmy kolejny mecz warszawskiej Ligi Wiatrów. Tym razem trudno było wytypować faworyta spotkania, ponieważ grały ze sobą trzecia i druga drużyna tabeli. Starcie okazało się niezwykle ekscytującym widowiskiem, stojącym koszykarsko na wysokim poziomie, w którym praktycznie do końca nie można było wytypować zwycięzcy.

 

W pierwszej piątce Sztormu wyszli Aleksander Czaplinki, Aleksander Kajka, Michał Kuratowski, Kacper Wójcik i Wojciech Olesiński. W składzie Tornada, w pierwszych minutach oglądaliśmy Huberta Jamrozika, Filipa Snopka, Macieja Fischera, Adriana Topkę i Krzysztofa Szemietę.

 

Na początku pierwszej kwarty, zawodnicy Tornada skutecznie kreowali swoich wysokich, którzy dobrze czują się w grze tyłem do kosza. Z kolei Sztorm raził swoich przeciwników z dystansu, a po chwili zaczął grać dużo agresywniej w obronie, co przełożyło się na kilka łatwych punktów w kontrataku i przewagę punktową 10-6. Koszykarze Tornada konsekwentnie grali do swoich wysokich (kilka świetnych akcji post-up zaprezentowali nam Jamrozik i Szemieta), dzięki czemu doprowadzili do remisu po 10. Po chwili jednak Sztorm zaczął znów twardo grać w obronie, co po raz kolejny doprowadziło do niecelnych rzutów zawodników Tornada i łatwych punktów w kontratakach. Na 6 minut do końca kwarty, Sztorm prowadził 15-10. W kolejnych minutach, oglądaliśmy trochę chaosu na parkiecie, po czym obie drużyny wróciły do dobrej dyspozycji strzeleckiej. Koszykarze Tornada wykorzystywali ciągle swoich wysokich, a Sztorm grał głównie pick’n’roll zakończony penetracją do kosza i oddaniem piłki na dystans i półdystans. Zawodnicy Tornada zauważyli, że piłka często była oddawana skutecznym strzelcom. Zaczęli mocniej kryć na dystansie i półdystansie, dzieki czemu udało im się dogonić swoich przeciwników na 1 punkt (19-18). Podobnie jak wcześniej, także w tym momencie Sztorm zagęścił obronę i po fantastycznym rzucie za trzy Wojciecha Olesińskiego na 6 sekund przed końcem prowadził 26-18 na zakończenie tej części spotkania.

 

W pierwszych minutach drugiej kwarty, agresywniej w obronie zaczęli grać zawodnicy Tornada, co wymusiło niecelne rzuty Sztormu i, po kilku dobrych akcjach, Tornado znów zmniejszyło przewagę. Świetną grą popisywał się będący tego wieczoru w niesamowitej dyspozycji Krzysztof Szemieta. Koszykarze Tornada byli też bardziej agresywni na deskach, co przełożyło się na łatwe punkty po zbiórkach ofensywnych i po chwili obraz meczu całkowicie się odwrócił – teraz to Tornado prowadziło 30-26. Zawodnicy Sztormu nie potrafili na początku znaleźć odpowiedzi na dobrą grę przeciwników, przez co gracze Tornada często stawali na linii rzutów wolnych. Remedium okazała się być, po raz kolejny, bardziej agresywna obrona –czujnie po obu stronach parkietu grał Paweł Jarząb i (między innymi) dzięki jego hustle plays Tornado nie zdołało znacząco powiększyć przewagi. Na koniec tej części spotkania, nadal prowadzili zawodnicy w zielonych koszulkach stosunkiem 41 do 39.

 

Na początku trzeciej kwarty, zawodnicy Tornada ciągle świetnie spisywali się w obronie, a Hubert Jamrozik i Krzysztof Szemieta zdobywali punkty w kontratakach. Koszykarzom Sztormu udało się w końcu uruchomić grę do środka, a kilka celnych rzutów z dystansu pozwoliło im znów objąć prowadzenie, 41-43. W tym momencie nastąpił okres gorszej gry - oglądaliśmy wiele pomyłek i strat po obydwu stronach. Mniej efektywny okres lepiej wykorzystali zawodnicy Sztormu, powiększając swoją przewagę do 7 (53-46). W tym momencie, Tornado poprawiło swoją grę, a znów nie do zatrzymania był Krzysztof Szemieta. Na zmasowany atak Tornada, gracze w niebieskich koszulkach postanowili odpowiedzieć swoją najlepszą bronią, czyli trafieniami z dystansu. Skutecznie – na koniec kwarty, Sztorm prowadził 59-51.

 

Czwarta kwarta rozpoczęła się kilkoma skutecznymi penetracjami Wojciecha Olesińskiego (Sztorm) oraz dobrą grą w obronie i łatwymi punktami po kontratakach dla Sztormu, co jeszcze bardziej zwiększyło ich przewagę punktową. Z drugiej strony parkietu, Tornado próbowało odpowiedzieć akcjami post-up, co pozwoliło im dojść na 6 punktów (65-59). Mieli też kilka dobrych okazji do przeprowadzenia kontrataków, ale w większości sytuacji byli nieskuteczni. Dodatkowo, wobec gorszej obrony Tornada, Sztorm zdobył kilka łatwych punktów spod kosza i wydawało się, że niebieskie koszule mogą być pewne zwycięstwa. Tymczasem, na 8 minut do końca, po celnym rzucie za trzy Krzysztofa Szemiety, ich przewaga zmalała do 5 punktów. Po chwili jednak, Aleksander Czaplicki (Sztorm) został sfaulowany w akcji rzutowej, wykorzystał wolne, a za kilka sekund Michał Kuratowski zadał śmiertelny cios przeciwnikom skutecznym trafieniem za trzy.